środa, 7 sierpnia 2013

7.08

      Na dziś przygotowałam małą prezentację kosmetyków sprowadzonych przez kolegę - podróżnika, z miejsca w którym spędził miesiąc ostatniej wiosny, a mianowicie z Indii. Spośród specyfików,  które zakupił  dla siebie wybrałam cztery rzeczy.



       
     Pierwszą z nich jest jakże charakterystyczny dla makijażu Hindusek - Kajal - kredka do oczu. W moje ręce trafił akurat ten firmy Himalaya. 



     Kajal w formie wysuwane, grubego ołówka jest bardzo łatwy do nakładania ( choć mam wrażenie, iż będzie trudniej gdy szpic się stępi). Odcień smolistej czerni pięknie wydobywa kolor tęczówki. Nie odczuwałam, opisywanego przez niektórych uczucia mrożenia. Za to przyznam iż bardzo dobrze się go "nosi" na powiekach. Nie powoduje uczucia ciążenia, które zawsze przeszkadza mi przy kreskach wykonanych zwykła kredką. Podobno, przy okazji, odżywia mięśnie oka. Głównym minusem jest fakt, że bardzo łatwo się rozmazuje. Dla mnie to bardziej ciekawostka kosmetyczna niż must have.

     Skład:
- olej migdałowy ( Vatada, Prunus amygdalus),
- kamfora (Karpura, Cinnamomum csmphora),
- olej rycynowy ( Eranda, Ricinus communis),
- róża damaceńska ( Shatapatri, Rosa damascena),
- Triphala ( Amalaki, Haritaki owoce Vibihitaki - Emblica offcinalis, Terminalia chebula, Terminalia bellerica).



   
     Jako kolejny do przetestowania wybrałam Herbal Nourishing Cream Sandal & Olive Khadi. Pierwsze co należy o nim wspomnieć to fakt, iż po otwarciu słoiczka sam zapach zachęca nas do nałożenia na twarz. Krem jest odpowiedni do wszystkich rodzajów skóry. Nie jest tłusty i mimo gęstości, nakłada się go bardzo dobrze. Po 10 dniach aplikowania go pod makijaż oraz po raz drugi po demakijażu ale nie na noc, odnoszę wrażenie, że krem ten zmiękcza skórę i poprawia jej nawilżenie. Minimalnie poprawia koloryt.  Minusów zdecydowanie brak.





     Specyfikiem, który zużywam w hurtowych ilościach jest krem do rąk. Dlatego też zdecydowałam się na Herbal Hand Cream Milk & Saffron Khadi. Używam go po każdym umyciu rąk. Przyjemnie nawilża i uwodzi zapachem. Zmiękcza również skórki wokół paznokci ale póki co nie zauważyłam aby wpłynął ja stopień ich łamliwości czy też rozdwajania się. Może dlatego, że przeważnie mam je pomalowane minimum odżywką więc krem nie ma jak na nie zadziałać. Zdecydowanym minusem jest fakt, iż należy go natychmiastowo i energicznie rozmasować na dłoniach. Jeśli się tego nie zrobi to momentalnie zasycha a przy dalszej próbie rozmasowania krem zaczyna się wałeczkować i osypywać. Gdyby nie ten zapach odstawiłabym go już po drugim użyciu...



   
     Na koniec ręcznie robione, cytrynowe mydło Khadi. Jest przeznaczone do skóry przytłuszczającej się. Zwęża pory i orzeźwia. Po raz kolejny, głównym atutem kosmetyku firmy Khadi jest zapach który urzeka i utrzymuje się na ciele jeszcze jeszcze długo po kąpieli.




  
     
     Bardzo żałuję, że kolega- podróżnik nie zdecydował się na na sprowadzenie indyjskich maseł do ciała czy też peelingów. Biorąc pod uwagę zapach tych które już posiadam, sam ich zapach powodowałby uzależnienie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz